UWAGA! Recenzja przedpremierowa nr 652: Stara wariatka (PLAKAT I ZWIASTUN) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

UWAGA! Recenzja przedpremierowa nr 652: Stara wariatka (PLAKAT I ZWIASTUN)

Dzięki uprzejmości Kino Świat, zamieszczamy przedpremierową recenzję filmu
 

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

Plakat i informacje o filmie

ZWIASTUN

Już na wstępie muszę wyraźnie podkreślić, że ocena wystawiona przeze mnie temu filmowi jest co prawda niska, jednak wynika to głównie z faktu, że to nie jest produkcja dla mnie. Innych potencjalnych widzów to, co napiszę poniżej, może wręcz zachęcić do sensu.

Naszą bohaterką jest Alicia, kobieta w podeszłym wieku, która mieszka samotnie w dużym domu. Jej córka, zaniepokojona rozmową telefoniczną jaką właśnie z nią przeprowadziła, prosi swojego byłego partnera Pedra, by sprawdził, czy z jej matką wszystko w porządku. Po przybyciu na miejsce mężczyzna trafia w pułapkę zastawioną przez tracącą poczucie rzeczywistości Alicię.

I zaczynają dziać się bardzo horrorowe rzeczy. Horrorowe i niestety mocno oklepane. Początek był obiecujący i intrygujący, kiedy główną bohaterkę, wprowadzoną przez rozmowę telefoniczną z córką, jedynie słyszymy, a nie widzimy. Dostaliśmy solidny wgląd w stan mentalny Alicii, ale bez pełnego zrozumienia do czego zdolna jest ta kobieta. Reżyser i scenarzysta umiejętnie przygotował grunt pod opowiadaną historię, tylko później niestety zamienił pędzel na młotek. I rozumiem, że taki film nie obszedłby się bez makabry, problem w tym, że to przysłowiowe walenie młotkiem szybko znieczula i przy okazji nuży.

Gdzieś tam pod spodem kryła się o wiele ciekawsza opowieść, dotycząca przyczyn traumy Alicii, twórcy dają nam od czasu do czasu jakieś jej przebłyski. Jest jedna kapitalna sekwencja nad jeziorem z pogranicza snu, która została wspaniale nakręcona. Ja chętnie zagłębiłabym się w to dalej, ale reżyser woli piły mechaniczne, rozgrzane pogrzebacze i płyny fizjologiczne. Ma to wywołać u widzów strach i dyskomfort i pewnie w wielu przypadkach to się uda, dla mnie wiało w tych momentach nudą. Nie pomagało też, że Pedro przez cały czas był jedynie ofiarą. Jakakolwiek próba stworzenia psychologicznej rozgrywki między tym dwojgiem, zostaje szybko stłumiona. A kiedy wracamy do obrazowej przemocy, nastawionej tylko i wyłącznie na szokowanie, to napięcie paradoksalnie spada. To wszystko już było i to w lepszym wydaniu. Nie mówiąc już o innych kliszach typu: jest ciemno i ciągle pada.

A przecież w roli głównej wystąpiła Carmen Maura, która byłby w stanie zagrać wszystko. W tych kilku momentach, kiedy pozwala jej się wyjść poza ramy gatunku, naprawdę błyszczy. Przez cały seans byłam więc przede wszystkim poirytowana marnotrawstwem jej talentu. A kiedy film się wreszcie skończył, (oczywiście krwawo, bo jakżeby inaczej!), to doszło też poczucie zmarnowanego czasu, choć to raptem tylko półtorej godziny. Jeżeli jednak ktoś lubi prostą przemoc i okrucieństwo na ekranie podane bez znieczulaczy, to powinien być zadowolony.

(Al Cieślewicz)

Reż. Martín Mauregui

Ocena: 5/10